Nie masz konta? Zarejestruj się

Powiat chrzanowski

Herbata po turecku, pamiętacie?

10.03.2019 20:00 | 4 komentarze | 2 432 odsłony | Alicja Molenda

Kiedyś piło się ją wyłącznie po turecku. Ulung, Madras, Gruzińską, wszystko jedno jaką, ale po turecku. To taki sposób parzenia. I ten smak! A dzisiaj - króluje "ekspresowa".

4
Herbata po turecku, pamiętacie?
Mocna, aromatyczna herbata "po turecku", obowiązkowo w szklaneczce w kształcie tulipana
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Był taki czas (l. 60, 70), że herbata była sprzedawana wyłącznie w postaci wiórek, nie torebek. Wybór gatunków w sklepach był niewielki, ale były to herbaty naprawdę niezłe.

Każdy w domu miał czajniczek, w którym te wiórki zalewał wrzątkiem robiąc esencję. Taką esencję, po około pół godziny parzenia, rozlewało się do szklanek i uzupełniało gotowaną wodą. Wystarczała na kilka herbat o pięknym, brunatnym kolorze. Czasem zawartość czajnika wykorzystywana była kilka razy (w przypadku herbaty zielonej podobno tak się nawet powinno robić). Herbatę piło się przeważnie w dużych szklankach, rzadziej w filiżankach.

W latach 80. modne było bardziej parzenie herbaty w większych kubkach, z pominięciem czajnika. Pamiętam ten spoósb z akademika. Wiórki w kubku zalewaliśmy bezpośrednio wrzącą wodą. I piło się z nich taką prawie esencję. Zamiast kawy.  Do dziś sporo osób tak jeszcze robi herbatę, choć teraz królują jednorazowe torebki. Kiedyś, bez względy na to co do nich sypano, nazywane były "herbatą ekspresową". Dziś różnorodność nazw i smaków jest oszałamiająca.

Sposobowi przyrządzania herbaty z wiórek z użyciem czajnika wierni są Turcy. Zresztą są też wierni swojej własnej herbacie, którą kupują na kilogramy w dużych opakowaniach. Parzą tę herbatę albo w specjalnych zestawach naczyń złożonych z dwóch piętrowych czajników (jeden na wodę, drugi na esencję) lub tylko w miedzianych czajnikach, non stop podgrzewanych. Bez tego parzenia obejść się nie może. Esencję z czajnika wlewają potem do malutkich szklaneczek (patrz zdjęcie) i dolewają wrzątku. Te szklaneczki w kształcie tulipana (narodowego kwiatu Turków) pozwalają na picie dużej liczby takich herbatek dziennie. Są mocne i aromatyczne. Co ciekawe, w Turcji, częściej spotykają się przy nich panowie. W swoich kawiarniach od rana piją herbatę i czytają gazety. Roznoszenie herbatek w "tulipanowych " szklaneczkach znane jest turystom z tamtejszych ulic i bazarów. Często zresztą są na takie herbatki zapraszani do sklepików. I tego się nie odmawia. Nie wypada.

Smakosze w Turcji czasem wrzucają sobie do takiej herbatki gałązkę mięty, kawałek cytryny i pół łyżeczki miodu. Nie bedąc miłośniczką słodzenia herbaty, muszę przyznać, że taka dobrze zaparzona, z cukrem lub miodem, smakuje jakoś lepiej.

Przyrządzenienie dobrej herbaty oczywiście wymaga trochę więcej zachodu niż wrzucenie papierowej, "ekspresowej"  torebki do kubka i zalanie jej wodą.  Mamy jeszcze czas na herbaciane rytuały "po turecku"?