Nie masz konta? Zarejestruj się

Do poczytania

Mam dwa światy: pracę i czytanie

21.12.2018 15:13 | 0 komentarzy | 3 455 odsłony | Agnieszka Berny

Im więcej się czyta, tym trudniej wskazać najlepszą książkę. A po tych, które nas wciągną do reszty, pozostaje „kac książkowy”. taki zdrowy, czyli niemożność sięgnięcia po kolejną książkę, gdyż ta, właśnie przeczytana, zawładnęła całkowicie naszą wyobraźnią - mówi Angelika Siuda z Libiąża, recenzentka książek, blogerka, w rozmowie z Agnieszką Berny.

0
Mam dwa światy: pracę i czytanie
Angelika Siuda
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Agnieszka Berny: Od czego zaczęła się twoja książkowa przygoda?
Angelika Siuda:
W moim domu cała rodzina czytała książki. Od dziecka czytanie było więc dla mnie czymś naturalnym, oczywistym. Babcia należała do Klubu Książki. Zaraziłam się tą pasją. Świat książek jest ze mną odkąd pamiętam, wszechobecny, dostępny na wyciągnięcie ręki. Kiedy jechaliśmy samochodem na rodzinną wycieczkę, nie wyobrażałam sobie, jak można tylko patrzeć w okno. Książkę zabierałam obowiązkowo w każdą podróż. Czytałam na każdej przerwie w szkole, w każdej wolnej chwili, przed zaśnięciem, do późnej nocy. W końcu brakło dla mnie tytułów w bibliotece szkolnej.


Bookstagram „Książeczkowy potwór" i recenzje, o które zwracają się do ciebie wydawnictwa. Jak to się stało, że przestałaś czytać już tylko dla siebie?
- W lutym tego roku założyłam na Instagramie blog o książkach. Długo zastanawiałam się jak to „ugryźć", obserwowałam innych blogerów. Ważne są ładne zdjęcia książek, ludzi trzeba przyciągnąć estetyką. Potem krótki, ale celny opis. Wielu moich znajomych prosiło mnie też o rady, jaką książkę warto przeczytać, a którą kupić w prezencie dla mamy czy przyjaciela. Pomyślałam, by robić to na szerszą skalę. Wydawnictwa wysyłają mi książki, a ja je recenzuję.

Pierwsza przeczytana książka...
- Tego pytania się bałam. Idąc na rozmowę, starałam się przypomnieć sobie tytuł. Szczerze mówiąc nie pamiętam. Ale taka z dzieciństwa, do której do dzisiaj mam sentyment i często wracam, to „Dzieci z Bullerbyn".

A najlepsza ze wszystkich, które przeczytałaś?
- Lubię różne dziedziny literatury. Z fantastyki to „Harry Potter" i „Wiedźmin". Trudno wybrać ulubioną książkę. Z każdego działu musiałabym wymienić po jednej, a i to sprawiłoby mi problem. Im więcej się czyta, tym trudniej wybrać tę najlepszą. A po tych, które nas wciągną do reszty, pozostaje „kac książkowy".

Kac po czytaniu, czyli taki zdrowy?
- Tak, to niemożność sięgnięcia po kolejną książkę, gdyż aktualna zawładnęła całkowicie naszą wyobraźnią. Przesiąkamy światem zbudowanym przez autora, życiem bohaterów. Miałam tak po „Dworze cierni i róż" S.J. Maas. Powrót do rzeczywistości był ciężki.

Większość wydań ma swoje ekranizacje. Najpierw książka, potem film, czy odwrotnie?
- Oczywiście, najpierw czytam. Czytanie pozwala uruchomić wyobraźnię. Kreuję w głowie postaci, miejsca, oswajam się z nimi. Film już na to nie pozwala, czasem nawet rozczarowuje. Zdarza się, że powieść tak mnie ujmie, że nawet nie chcę oglądać jej w kinie czy telewizji. Boję się, że zniszczy to moje wyobrażenia.

Czy zdarzyło się, że to jednak film zainspirował cię do sięgnięcia po wersję papierową?
- Tak, to był wyjątek. Wybrałam się z bratem do kina na „Igrzyska śmierci". Film był tak świetnie zrobiony, że postanowiłam kupić książki. W tym przypadku każda wersja mnie oczarowała.

Czytasz wszystkie książki, które dostajesz od firm wydawniczych?
- Na początku tak właśnie było. Czułam się w obowiązku: skoro dostałam książkę, to muszę ją jak najszybciej przeczytać i zrecenzować. Chciałam być pierwsza, jeszcze przed premierą książki. Taki wewnętrzny nacisk, rodzaj presji. Ale w końcu powiedziałam sobie: Stop! Czytanie to moja pasja, katalizator. Jeśli uczynię z tego powinność, przestanie mi to sprawiać radość. A przecież pisanie recenzji to nie moja praca, robię to dla przyjemności.

Czyli za darmo...
- Niezupełnie. Nie mam żadnej umowy z wydawnictwem, co jest w pewnym sensie plusem. Sama ustalam termin przygotowania recenzji. Nikt nie dyktuje mi warunków. Kiedyś marzyłam, by recenzowanie było jednocześnie moją pracą zarobkową. Myślałam sobie: to takie fajne, siedzę w domu, czytam książki. Dopóki nie zobaczyłam wpisu znanej blogerki, że pierwszy raz od roku może przeczytać to, na co ma ochotę. Nawet największa pasja może stać się uciążliwa. Nie potrafiłabym czytać z przymusu. Czytam, bo to kocham i chcę, by tak zostało.

Pracujesz jako kosmetyczka. Po pracy czytasz, prowadzisz bloga.
- Bardzo lubię swoją pracę zawodową, cieszę się, gdy klientki są zadowolone. Kiedy mogę coś poprawić, udoskonalić, sprawić, że ktoś poczuje się piękniejszy, bardziej pewny siebie. Chcę to kontynuować. Mam dwa światy i chyba to pozwala mi nie popaść w rutynę, bylejakość. Zresztą, oba się czasem przenikają.

W jaki sposób?
- Klientkom polecam książki warte uwagi. A zmysł estetyczny pomaga mi przy prowadzeniu bloga, robieniu fotografii. Moja biblioteczka jest zawsze starannie uporządkowana, książki stoją równiutko, kolorystycznie. Takie skrzywienie zawodowe.

A „stos hańby"? Dzisiaj widziałam zdjęcie na twoim bookstagramie.
- To pozycje, które odkładam na później z braku czasu. Każdy bloger książkowy ma taki stosik w swojej kolekcji, mniejszy lub większy. Ale już niebawem nadejdą długie, jesienne wieczory, które zachęcają do lektury przy gorącej herbacie.

Co mogłabyś na te wieczory polecić naszym czytelnikom?
- „Love & gelato" J.E. Welch to lekka opowieść, która przeniesie nas z powrotem w letni klimat. Ukaże piękne krajobrazy Włoch i, oczywiście, miłość. A na dodatek magiczny smak lodów. Jeśli chcemy się pośmiać i uchronić przed jesienną nostalgią, to gorąco polecam „Wielki ogarniacz życia, czyli jak być szczęśliwym nie robiąc niczego" Pani Bukowej. Uśmiałam się do łez. O autorce nie wiadomo nic, poza jej pseudonimem literackim. Świetnie opisuje jak być szczęśliwym człowiekiem bez robienia tego, co się powinno, czego oczekuje od nas otoczenie. Trudno znaleźć książkę, która dla każdego czytelnika będzie strzałem w dziesiątkę, każdy ma inny gust. Jednak te dwie z całą pewnością wywołają uśmiech na twarzach odbiorców.

Na co powinniśmy zwracać uwagę przy wyborze książki?
- Jest ich całe mnóstwo, wydawnictwa prześcigają się w walce o klienta. A to piękna okładka, atrakcyjny tytuł. To jednak może zmylić. Najpierw należy zwrócić uwagę na opis książki. Można korzystać z dostępnych blogów książkowych lub po prostu ze strony lubimyczytac.pl. Tam są opinie i oceny dotyczące danej pozycji.

Angelika Siuda poleca na jesienne wieczory

„Love & gelato" J.E. Welch - to lekka opowieść, która przeniesie nas z powrotem w letni klimat. Ukaże piękne krajobrazy Włoch i, oczywiście, miłość. A na dodatek magiczny smak lodów. Jeśli chcemy się pośmiać i uchronić przed jesienną nostalgią, to gorąco polecam „Wielki ogarniacz życia, czyli jak być szczęśliwym nie robiąc niczego" Pani Bukowej. Uśmiałam się do łez. O autorce nie wiadomo nic, poza jej pseudonimem literackim. Świetnie opisuje jak być szczęśliwym człowiekiem bez robienia tego, co się powinno, czego oczekuje od nas otoczenie. Trudno znaleźć książkę, która dla każdego czytelnika będzie strzałem w dziesiątkę, każdy ma inny gust. Jednak te dwie z całą pewnością wywołają uśmiech na twarzach odbiorców.