Nie masz konta? Zarejestruj się

Ziemia chrzanowska

Kobieta po drugiej stronie muru

04.02.2015 16:18 | 0 komentarzy | 6 691 odsłon | Eliza Jarguz-Banasik

8 lutego Służba Więzienna obchodzi swoje święto. O tym, czym na co dzień zajmują się funkcjonariusze SW, wśród których coraz więcej jest także pań, z mł. chorążym Pauliną Dzidek z działu penitencjarnego Zakładu Karnego w Trzebini rozmawia Eliza Jarguz-Banasik.

0
Kobieta po drugiej stronie muru
Mł. chorąży Paulina Dzidek. Fot. Eliza Jarguz-Banasik
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Eliza Jarguz-Banasik: Praca w więzieniu to dość nietypowe zajęcie zwłaszcza dla kobiety. Jak pani tu trafiła? To chyba nie było marzenie z dzieciństwa.

Paulina Dzidek: Nie do końca. Zawsze chciałam pomagać ludziom i pracować w kontakcie z nimi. Stąd wybór kierunku studiów. Skończyłam pracę socjalną na Uniwersytecie Śląskim i psychologię w zarządzaniu na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zaczynałam w administracji jako pracownik cywilny. To było w 2010 r. Dziś pracuję w dziale penitencjarnym, gdzie zajmuję się zatrudnianiem osób pozbawionych wolności.

Młoda, ładna... nie boi się pani pracy w takim miejscu? W końcu pani biuro mieści się w pawilonie mieszkalnym skazanych!
- Obawa jest zawsze. Codziennie mam do czynienia z osadzonymi skazanymi za różne przestępstwa, także seksualne, związane z przemocą czy na tle rozbójniczym. Czuję respekt, ale nie boję się, bo w tej pracy bać się nie wolno. Mamy środki ochrony indywidualnej, w każdej chwili możemy wezwać ochronę. Poza tym skazani nie przychodzą do mnie - do kobiety, ale do pani z zatrudnienia. Wiedzą, że muszą mnie traktować z szacunkiem. Ja też mam szacunek do nich. Zwracamy się do siebie oficjalnie, na pan i pani. Nie ma mowy o spoufalaniu się czy skracaniu dystansu. Mimo że jestem młoda wiedzą, że nie mogą mnie traktować jak koleżanki.

Mówi się, że kobiety łagodzą obyczaje. W więzieniu też?
- Trochę tak. Osadzeni to sami mężczyźni, a w męskiej grupie, gdzie każdy jest inny, ma inny charakter i temperament, często dochodzi do spięć. Dla wielu z nich podejmowane w zakładzie karnym zatrudnienie to pierwsza praca. Trzeba z nimi rozmawiać, tłumaczyć im, czasem tylko wysłuchać. Zdarza się też, że pełnię rolę mediatora.

Rodzice się nie bali, że będzie pani pracować w takim miejscu? Mąż nie odwodził od tego pomysłu?
- Raczej nie. Może mieli jakieś obawy, ale nigdy nie powiedzieli, żebym to przemyślała, zastanowiła się. Zaakceptowali mój wybór. Dla młodej osoby praca w strefie budżetowej jest korzystna. To stabilizacja zatrudnienia, jeżeli jest się kreatywnym i wykonuje się swoje obowiązki. Teoretycznie po 15 latach mogę odejść na zaopatrzenie emerytalne, ale dostanę jedynie 40 proc. uposażenia. To się oczywiście nie opłaca, ale generalnie ma się wybór. Aby wypracować pełne świadczenie - 80 proc. - muszę pełnić służbę przez blisko 30 lat.

No właśnie, wielu osobom wydaje się, że funkcjonariusze służby więziennej żyją jak pączki w maśle. Wcześniejsza emerytura, niezbyt dużo pracy. Za murami nie jest chyba tak kolorowo?
- To ciężka, wymagająca i stresująca praca. Obciąża przede wszystkim psychicznie. Gdy poznaje się historie tych wszystkich ludzi, czyta o rzeczach, które zrobili, nie jest łatwo. Ludziom na zewnątrz wydaje się, że służba więzienna zajmuje się jedynie izolowaniem skazanych od społeczeństwa i nic innego nie robi. A przecież mamy wiele innych zajęć. Zajmujemy się chociażby resocjalizacją tych osób. Skazani mają różne zajęcia, pracują na terenie zakładu i poza nim. By mogli to robić my musimy wszystko przygotować. Sztab ludzi pracuje nad tym, by osadzony mógł podjąć zatrudnienie na rzecz samorządu. Z powodu braków kadrowych mamy wiele różnych obowiązków. Ja na przykład nie zajmuje się tylko zatrudnianiem osób pozbawionych wolności, ale jeżdżę na kontrole skazanych, rozpoznaje ich miejsce pracy, a w niektóre weekendy pełnię dodatkowe dyżury.

Kiedykolwiek żałowała pani tego, że wybrała taki zawód. Były jakieś przykre sytuacje?
-
Jeżeli pyta pani, czy spotkało mnie coś złego ze strony skazanych, to nie. Nigdy nie zostałam przez nich źle potraktowana. Chwile zwątpienia czasem się zdarzają. Jak wszędzie. Jestem rozczarowana, gdy jakiś skazany wychodzi na warunkowe zwolnienie, a potem znów do nas wraca, bo złamał prawo. To demotywujące. Wiem, ile pracy włożyłam ja i inni funkcjonariusze, by ten człowiek wyszedł na prostą i mógł zacząć normalnie żyć. To są godziny rozmów z psychologiem, wychowawcą, organizowanie dla osadzonych kursów zawodowych, szkoleń, na których mogą zdobyć nowe umiejętności i po wyjściu na wolność łatwiej znaleźć pracę. A mimo to czasem się nie udaje. To przykre.