Nie masz konta? Zarejestruj się

Przełom Online

TRZEBINIA. Opony zgromadzone przy Słowackiego też się mogą zapalić

21.08.2014 20:27 | 1 komentarz | 5 845 odsłon | red
Od wybuchu potężnego pożaru składowiska opon w Buszycach koło Opola mieszkańcy Trzebini z jeszcze większym niepokojem patrzą w stronę hałdy przy ulicy Słowackiego. – Prędzej czy później czeka nas ten sam scenariusz – ostrzegają.
1
TRZEBINIA. Opony zgromadzone przy Słowackiego też się mogą zapalić
Na pierwszy rzut oka nie wygląda na to, że przy ul. Słowackiego odpadów jest mniej Fot. Eliza Jarguz-Banasik
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Od wybuchu potężnego pożaru składowiska opon w Buszycach koło Opola mieszkańcy Trzebini z jeszcze większym niepokojem patrzą w stronę hałdy przy ul. Słowackiego. – Prędzej czy później czeka nas ten sam scenariusz – ostrzegają.

- Od lat nikt nic nie robi, by rozbroić tę tykającą bombę. Kiedyś ktoś puści to wszystko z dymem, bo nikogo nie będzie stać, żeby wywieźć stąd tony zużytych opon i szmat – przepowiada Wiesław Kurek z Trzebini.

Chrzanowscy strażacy nie muszą patrzeć na to, co dzieje się w Buszycach, by wiedzieć, że ten sam scenariusz w Trzebini jest prawdopodobny. Nawet eliminując zaprószenie ognia albo podpalenie, może dojść do samozapłonu odpadów.

- Od lat ostrzegamy, że hałda przy Słowackiego w Trzebini, to jedno z większych zagrożeń pożarowych na naszym terenie. Nie chodzi może o zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi, bo w bezpośrednim sąsiedztwie nie ma domów, ale o uciążliwości i ogromne koszty, z jakimi wiązałaby się akcja gaśnicza. Takie działania liczy się w dziesiątkach tysięcy złotych – przyznaje Marek Bębenek, Komendant Powiatowy PSP w Chrzanowie.

Starosta też nie ukrywa, że ma obawy związane z trzebińskim składowiskiem.
– Gdybym powiedział, że ich nie mam, to byłoby niepoważne. Wszystko może się zdarzyć – mówi Adam Potocki.
Zaraz potem wyjaśnia, że obecny zarządca nie ma zgody na zwożenie tu nowych odpadów, a to, według niego, jest najważniejsze. Ponadto, jak twierdzi, część zużytych opon i szmat jest sukcesywnie wywożona do zakładu w Żorach. Z kart wywozowych, które otrzymało starostwo wynika, że w lipcu ze składowiska zniknęło 475 ton odpadów, a w sierpniu 440 ton. Wcześniej przez kilka miesięcy nie działo się jednak nic.

- Nikt nie wie, ile tu tego wszystkiego zalega i to jest najgorsze. Na dodatek nie ma już kamery, to nie wiadomo, czy ktoś czegoś jednak nie zwozi. Ogrodzenie się wali, a na teren składowiska każdy może wejść i coś tu podrzucić – mówi grzybiarz, którego spotkaliśmy w lesie przy ul. Słowackiego.

Zatrudniony do pilnowania obiektu stróż zapewnia, że hałda maleje, a nie rośnie. Wkrótce odpadów może być jednak więcej, bo zarządca chce tu podobno wreszcie uruchomić linię do ich przetwarzania, o której mówi od dawna. Czy tym razem te plany są realne, to dopiero się okaże.

- Najpierw musiałby uzyskać stosowną decyzję. Póki co jej nie ma – twierdzi starosta Adam Potocki.
(EJB)