Nie masz konta? Zarejestruj się

Praca, biznes, edukacja

Czeski front w rafinerii

18.01.2006 08:25 | 1 komentarz | 5 249 odsłon | red
Związkowcy z trzebińskiej rafinerii twierdzą, że na temat przyszłości zakładu, jak w czeskim filmie, nikt nic nie wie.
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Związkowcy z trzebińskiej rafinerii twierdzą, że na temat przyszłości zakładu, jak w czeskim filmie, nikt nic nie wie.

No, może z wyjątkiem zarządu, który jednak rzadko spotyka się z reprezentantami załogi. W tym tygodniu trzyosobowy zarząd firmy zbierze się na posiedzeniu w czeskiej Pradze, gdzie w klinice leczy kontuzję Milan Kunciř, obywatel Republiki Czeskiej, który od listopada jest prezesem zarządu Rafinerii Trzebinia SA.

Związkowcy czekają na decyzje zarządu, czy w tym roku będą w ogóle wypłacane premie, które zlikwidowano z powodu braku zysków. Deklarują, że jeśli premii nie będzie, rozpoczną spór zbiorowy, a jeśli nie dowiedzą się, jaka przyszłość czeka ich firmę, złożą do prokuratury doniesienie w sprawie działania zarządu na szkodę spółki. Twierdzą bowiem, że źle się w niej dzieje.

Psucie dobrego mleka
- Z trwogą obserwujemy działalność nowego zarządu, który nie przedstawił nam oficjalnie strategii rozwoju firmy. W ciągu dwóch miesięcy drastycznie spadły jej obroty, rafineria przynosi straty, następują poważne braki w zaopatrzeniu w podstawowe surowce produkcyjne. Pracownicy nie dostają premii, bo nie ma zysków – alarmują szefowie Solidarności i związków branżowych, Jan Mentel i Henryk Sobierajski. Obaj twierdzą, że głośno mówi się o połączeniu Rafinerii Trzebinia z technologicznie zacofanymi, ich zdaniem, rafineriami w Jedliczach i czeskich Pardubicach.

- Dobre mleko połączone ze złym szybko się psuje – komentują.

Pełne zaniepokojenia listy związkowcy wysłali już 25 listopada do premiera rządu i ministra skarbu. Kancelaria ministerstwa przekazała ich wątpliwości do wyjaśnienia Igorowi Chalupcowi - prezesowi PKN Orlen i szefowi rady nadzorczej RNT - Dariuszowi Witkowskiemu.
Czekają na odpowiedź. Orlen na razie milczy. 31 stycznia będzie obradować jego rada nadzorcza. W powietrzu wiszą zmiany personalne.

Z nostalgią wspominają związkowcy poprzedniego prezesa - Grzegorza Ślaka, który rozbujał proces inwestycyjny, budując m.in. instalację do produkcji biodiesla, który miał być sztandarowym produktem trzebińskiej rafinerii, no i ponoć dobrze płacił pracownikom.
Przypomnijmy, że po 110 latach istnienia, za prezesury Ślaka, przestała ona przerabiać ropę naftową, stając się zakładem petrochemicznym, producentem biopaliw i biokomponentów.

Prezes gość
- Teraz nie ma tu gospodarza. Nowy prezes wpada na chwilę i nie ma czasu poinformować, jakie są plany zarządu wobec zakładu, i jak wygląda nasza sytuacja finansowa. Jest tu więc raczej gościem. Nic dziwnego. Jest równocześnie prezesem firmy Orlen Oil w Krakowie, skąd przyjeżdża pięknym audi A6. Niepokoją nas również pomysły konsolidacyjne PKN Orlen. To zagrożenie dla bytu rafinerii i lokalnego rynku. Mówi się, że biopaliwa mają być produkowane m.in. w Sławkowie i w Puławach. Chętnych przybywa. Są to przeważnie zachodni inwestorzy, a przecież nasza instalacja była pionierską w kraju i miała zapewnić pewną przyszłość firmie. Prezes Ślak chciał budować kolejne, m.in. w Niemczech, pod egidą naszej rafinerii. Tymczasem dochodzą nas słuchy, że nowy prezes zamierza sprzedawać udziały rafinerii w spółkach z jej kapitałem, które jeszcze są zyskowne - informują J. Mentel i H. Sobierajski.

Wasserman zbada?
5 stycznia oba związki wysłały kolejny list. Tym razem do posła PiS z Krakowa - Zbigniewa Wassermana. Chcą, aby zbadał kompetencje członków nowego zarządu trzebińskiej rafinerii.

Ich zdaniem, to „ludzie bez merytorycznego przygotowania do pełnienia tych stanowisk”. Związkowcy kwestionują również konieczność powoływania pięciu członków zarządu w firmie zatrudniającej 194 pracowników, jaką jest rafineria. Na razie zarząd pracuje jednak w trzyosobowym składzie.

- Upadek Rafinerii Trzebinia SA oznaczać będzie również niebywałe straty dla Małopolski. W Pana rękach ostatnia nadzieja na ratowanie przedsiębiorstwa, które powoli traci swoją pozycję na rynku, grozi mu zniszczenie poprzez amatorskie zarządzanie. Organizacje związkowe nigdy nie zaakceptują polityki wyniszczania przedsiębiorstwa i proszą pana o pomoc – piszą związkowcy do posła Wassermana.

Wiele niewiadomych
Kiedy 27 października nie przedłużono kadencji prezesowi Grzegorzowi Ślakowi, komunikaty PKN Orlen i stanowisko rady nadzorczej w sprawie przyczyn tej decyzji personalnej były dość enigmatyczne. Zbiegły się z informacją o wprowadzaniu nowego sposobu zarządzania w tym koncernie paliwowym. W uproszczeniu, miał polegać na powoływaniu wspólnych zarządów dla kilku spółek.

W wywiadzie udzielonym „Przełomowi” 9 listopada ubiegłego roku nowy prezes zarządu rafinerii - Milan Kuncir - prosił o 90 dni na rozeznanie sytuacji firmy i obiecał kolejny wywiad, a w nim informacje dotyczące przyszłości grupy kapitałowej rafinerii.
Potwierdził, że firma jest zadłużona. Zapewnił, że konsolidacja aktywów południowych PKN Orlen nie spowoduje zmniejszenia roli trzebińskiej firmy w ramach grupy kapitałowej. Prezes wyjaśnił też, że wprowadzanie z racji gospodarczych powiązań czeskich menedżerów do polskich firm to pomysł PKN Orlen.
(AM)

KOMENTARZ
Te 90 dni wkrótce mija. Prezes na razie choruje. Dwaj pozostali członkowie zarządu w środę służbowo podróżowali, a w czwartek udali się do Pragi na posiedzenie zarządu.
Pozostaje wierzyć, że czeski film w Trzebini, spowodowany niewiedzą o sytuacji czołowej firmy w mieście, wkrótce się skończy. Byłoby też dobrze, gdyby alarm związkowców okazał się nieuzasadniony, choć niektórzy twierdzą, że nikt lepiej nie wie, co w trawie piszczy, niż związki zawodowe.
Faktem jest, że na temat rafinerii niewiele wiadomo. W samej RNT SA pracują tylko 194 osoby, ale w całej grupie kapitałowej w Trzebini zatrudnionych jest ich aż tysiąc. Czy wszyscy mogą spać spokojnie? Mamy nadzieję się o tym przekonać, gdy prezes wróci do pracy i na to pytanie odpowie.
Alicja Molenda

"Przełom" nr 3/717 18.01.2006

Czytaj również