Nie masz konta? Zarejestruj się

Historia

Co może być w podziemiach chrzanowskiego muzeum

11.05.2016 11:13 | 0 komentarzy | 2 371 odsłony | red

Pomieszczenia odkryte ponownie w podziemiach Muzeum w Chrzanowie mogą być jedynie zbędnymi już wiele lat temu i zawalającymi się piwnicami. Wydaje się to najbardziej prawdopodobne, ale istnieje jednak cień nadziei, że gdzieś tam mogły być zdeponowane pozostałości kolekcji dzieł sztuki Henryka Loewenfelda i jego rodziny.

0
Co może być w podziemiach chrzanowskiego muzeum
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Antyki gromadzone przez barona Loewenfelda i zapewne jego przodków przechowywano w Chrzanowie, ale ich część trafiała do innych zbiorów. Na początku lat dwudziestych ubiegłego wieku część zabytkowych przedmiotów przekazana została krakowskiemu Muzeum Narodowemu. Obecnie w zbiorach wawelskich są m.in. cenne tkaniny koptyjskie i peruwiańskie, a wśród ofiarowanych wtedy przez Loewenfeldów zabytków był jeszcze XVII-wieczny kaflowy zegar elbląski, szyld z ulicy Floriańskiej w Krakowie i srebra użytkowe. Pewna część kolekcji została w tym czasie wywieziona do Francji i sprzedana paryskim kolekcjonerom.

Losem reszty zbiorów bardzo interesował się związany z Chrzanowem krakowski antykwariusz Edwin Śmiłek. Dzięki jego powiązaniom zawodowym udało się odnaleźć katalog aukcyjny, który w pewien sposób dokumentował dalsze losy dzieł sztuki gromadzonych w  chrzanowskim dworze. Otóż okazało się, że grubo ponad tysiąc przedmiotów należących do Loewenfeldów trafiło na aukcję w antykwariacie Abu Gutnajera w Warszawie. Moment był wyjątkowy, bo aukcje odbywały się w pierwszych dniach czerwca 1939 roku. Opisy przedmiotów zamieszczone w katalogu zrobiono bardzo niedbale, na co zwracał uwagę Edwin Śmiłek, publikując artykuł o zbiorach Loewenfelda na łamach ,,Przełomu" w 1998 roku. Ta niedbałość sugeruje, że przygotowywano tekst w pośpiechu. Być może właściciele, przewidując zbliżającą się wojnę, chcieli pozbyć się możliwie szybko kolekcji, której przewożenie w czasie działań zbrojnych byłoby trudne. Może z tego powodu niektóre przedmioty sprzedawane były w zestawach. Każdy taki zestaw, czyli lot, jak mówią kolekcjonerzy, zawierał jakiś ciekawy przedmiot i przynajmniej jeden niebudzący specjalnego zainteresowania. W parze czy w grupie takie zabytki kupowano chętniej. Jaka część zbiorów się wtedy sprzedała, nie wiadomo. Tą sprawą interesowała się również Anna Lebet-Minakowska pisząca o kolekcji Loewenfelda na łamach ,,Gazety Antykwarycznej" w 2000 roku, ale jej artykuł nie wniósł wiele nowego.


Wśród przedmiotów sprzedawanych u Abe Gutnajera były obrazy wybitnych malarzy, zabytkowa broń, cenne meble, elementy zastawy stołowej (np. waza srebrna o wadze 9 kg).
Nie wiadomo, co stało się z antykami, które nie zostały kupione. Mogły zostać jako komis w antykwariacie, ale tego się już nie dowiemy, bo Abe Gutnajer zginął w warszawskim getcie w 1942 roku. Nie można wykluczyć, że rzeczy, które nie znalazły nabywców zwrócono Loewenfeldom, a ci przywieźli je z powrotem do Chrzanowa i ukryli. Jeśli tak, to może się kiedyś odnajdą...
(LS)
Przełom nr 18 (1242) 4.5.2016