Nie masz konta? Zarejestruj się

Blogi

Godnie zarabiać, czyli żeby starczyło nie tylko na kanapkę z żółtym serem

13.03.2018 18:59 | 3 komentarze | 1 794 odsłona | Tadeusz Jachnicki

Pisałem już o tym, że uwielbiam Kanadę? Tak uwielbiam, jeszcze bardziej po nieodległej lekturze książki "Kanada. Ulubiony kraj świata" autorstwa Katarzyny Wężyk.

Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

To jedna z tych pozycji, którą chce się zacząć czytać ponownie po ostatniej kropce. Czytając, z jednej strony wkurzałem się na siebie, że idzie mi zbyt wolno, z drugiej z niepokojem patrzyłem jak szybko zbliża się koniec.

Ale do rzeczy. Niedawno dotarła do mnie informacja o proteście kanadyjskich lekarzy. Protestują, bo rząd chce im dać... podwyżkę! Jesteście w stanie Państwo sobie to wyobrazić? Ręka w górę, kto zaprotestował w ten sposób choć raz w życiu, bo stwierdził, że pieniądze potrzebne są siedzącemu obok?

Takie rzeczy, to faktycznie chyba tylko w Kanadzie.

Lekarze z kraju płynącego syropem klonowym - a konkretnie z Quebecu - uznali, że forsa winna trafić do pielęgniarek, których praca jest niedoceniana. Oni - znaczy lekarze - już w tej chwili zarabiają za dużo - tak stwierdzili.
To fakt, z doniesień wynika, że dostają ogromne pieniądze, ale przecież nie o to chodzi.

Stawiam dolary przeciw orzechom, że większość z nas nie zdobyłaby się na podobny gest, nawet gdyby przyjmowała krocie. Inna sprawa, co to oznacza "mieć krocie"? Dla jednego dwa tysiące złotych to ogromna suma, a dla innego 20 to mało.

Ale jak już wkroczyłem - dzięki lekarzom z Quebecu - w świat medyczny, to na myśl mi od razu przyszli zbierający się do strajku ratownicy medyczni - również ci z Chrzanowa (polecam rozmowę z jednym z nich w nowym, 11, "Przełomie").
Sami już chyba nie pamiętają, kiedy otrzymali podwyżkę. Nie pamiętają też "godnej" pensji za standardową pracę. I tutaj znów wkraczamy w sferę relatywizmu.

Uznajmy więc, że "godna" pensja, to pozwalająca w XXI wieku na niezamartwianie się czy mamy na mieszkanie, średniej klasy samochód, plaster żółtego sera czy szynki na chleb i doroczne wczasy z rodziną.

Każdy kto dostaje 1 700 zł za 160 godzin pracy w miesiącu, a jeszcze ma rodzinę, wie, że trzeba się nieźle nakombinować, a i tak nie zawsze wykombinować.

Jeśli ratownicy chcą widzieć na koniec miesiąca godną pensję, muszą robić za dwóch i wręcz nie wychodzić z karetki. Można sobie tylko wyobrazić ich relacje rodzinne czy stronę, w którą one zmierzają.

Owszem, służbę trzeba zrozumieć, ale i tutaj każdy ma swoje granice.