Nie masz konta? Zarejestruj się

Historia

Omłoty na ziemi chrzanowskiej były kiedyś sprawą najwyższej wagi

30.08.2017 13:18 | 0 komentarzy | 839 odsłon | red

Jeszcze pod koniec XX wieku przy maszynach omłotowych stały kolejki traktorów i furmanek ze zbożem zebranym z pól. Wyjątkowo ciężka i niebezpieczna praca przy tych urządzeniach trwała na okrągło przez kilka a nawet kilkanaście letnich dni.

0
Omłoty na ziemi chrzanowskiej były kiedyś sprawą najwyższej wagi
Młocarnia napędzana elektrycznie
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Nim kombajny zbożowe stały się popularnymi maszynami, urzędnicy z powiatu chrzanowskiego wiedzieli, że czas omłotów będzie gorący nie tylko ze względu na pogodę. Młockarnie były wówczas własnością bogatszych rolników, ale najczęściej należały do kółek rolniczych. Te prywatne dawały właścicielowi szansę na spory zarobek w ciągu kilku dni, więc najczęściej były dobrze przygotowane do pracy. Z tymi należącymi do spółdzielni rolniczych różnie bywało...

Urządzenia produkowane przez lubelską Fabrykę Maszyn Rolniczych Agroma oraz fabrykę Warfama z Dobrego Miasta często się psuły, a części zamiennych najczęściej brakowało. Gdy urządzenia nie działały jak należy rolnicy stojący godzinami w kolejkach byli wściekli a obsługa maszyn zestresowana.
Młockarnie, wielkie metalowo-drewniane maszyny, były napędzane silnikami elektrycznymi za pomocą koła pasowego i pasa transmisyjnego. Obsługiwało je kilka osób, które w odpowiedni sposób podawały zboże do bębnów młócących oraz odbierały słomę, ziarno i plewy.

Gminy starały się zapewnić utwardzony plac do postawienia maszyny omłotowej, który musiał być także zadaszony i mieć dostęp do energii elektrycznej. Ważne było również wystarczająco duże miejsce do ustawienia oczekujących przyczep ze zbożem. W większości miejscowości rzeczywiście tak było, ale nie brakowało innych problemów, a na przykład z zabezpieczeniem przeciwpożarowym. Rolnicy mieli świadomość ryzyka, ale czasem brakowało gaśnic, tłumic czy beczek z wodą...

Z dzisiejszej perspektywy bardzo trudno zrozumieć, jak ważna była kiedyś sprawa młócenia zboża. Trzeba jednak pamiętać, że w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku na ziemi chrzanowskiej obsiewano zbożem ponad 20 tysięcy hektarów ziemi. Oprócz państwowych gospodarstw rolnych zajmowało się tym prawie trzydzieści tysięcy indywidualnych gospodarstw. Zdecydowana większość z nich była bardzo mała, ledwie około trzydziestu liczyło powyżej dziesięciu hektarów.

Na wszystkich rolników czekały maszyny omłotowe w ponad pięćdziesięciu kółkach rolniczych. Na początku lat 70. kółka z powiatu chrzanowskiego deklarowały dochody z maszyn omłotowych sięgające dwóch milionów zł. (Przeciętna miesięczna płaca brutto wynosiła wtedy około 2 tys. zł).

Na jedną furmankę dało się włożyć zboże zżęte z około 15 arów pola. Wymłócenie trwało około 45 minut, jeśli nie było problemów z maszyną. Właściciele prywatnych młocarni ustalali corocznie cenę usługi według cen zboża. Spółdzielnie rolnicze stosowały raczej ceny ustalane odgórnie.

W 1977 roku w gminie Trzebinia były 24 punkty omłotowe, siedem na terenie miasta, pozostałe we wsiach. Młocarnie należały głównie do spółdzielni kółek rolniczych, a po jednej prywatnej mieli rolnicy w Psarach i w Karniowicach. Aż cztery prywatne maszyny omłotowe mieli mieszkańcy Myślachowic. Większość młocarń stała na gruntach należących do Państwowego Funduszu Ziemi. Chętnych do zakupu nowych urządzeń nie było chyba zbyt wielu, bo nadchodził czas kombajnów zbożowych. Polskie Vistule miały wtedy co prawda fatalną opinię, ale i tak nawet kiepski kombajn wydawał się lepszy od najlepszej maszyny omłotowej.
(LS)

Przełom nr 33 (1308) 23.8.2017