Nie masz konta? Zarejestruj się

Gospodarka

Ostatni rok z życia KWK Siersza

26.02.2009 16:34 | 1 komentarz | 14 456 odsłon | red
Sposób, w jaki zlikwidowano kopalnię sprawił, że trzeba by ją budować od początku, a to kosztowałoby miliardy złotych. Wydaje mi się, że jesteśmy na to zbyt biednym państwem - przypuszcza Jacek Augustynek, inżynier, emerytowany górnik KWK „Siersza”.
1
Ostatni rok z życia KWK Siersza
Wysadzanie budynku Zakładu Przeróbki Mechanicznej. Fot. Andrzej Kabała.
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

1998 rok
7 grudnia - powstaje Społeczny Komitet Ratowania Kopalni, skupiający 12 działających na kopalni związków zawodowych

1999 rok
1 lutego
- zatwierdzenie programu naprawczego KWK Siersza (przewiduje on m.in. redukcję zatrudnienia o 600 pracowników), mającego na celu odsunięcie od kopalni widma likwidacji.
Maj - w referendum większość załogi opowiada się za opóźnieniem wypłaty planowanych, 10-procentowych podwyżek (z maja na lipiec). Referendum zorganizował Społeczny Komitet Ratowania Kopalni.
14 czerwca - ZZ Kontra ogłasza pogotowie strajkowe w związku z ujawnieniem protokołu negocjacji ministerstwa gospodarki z Bankiem Światowym, który jednoznacznie zakłada likwidację KWK Siersza.
Czerwiec/lipiec - ministerstwo gospodarki wstępnie aprobuje projekt powołania nowego podmiotu gospodarczego tworzonego przez: KWK „Siersza”, Elektrownię „Siersza” oraz gminę Trzebinia. Jego utworzenie poprzedziłaby likwidacja kopalni.
Lipiec - trwa protest górników, ale praca w kopalni przebiega bez zakłóceń.
Od 21 lipca dyrektor kopalni Marian Pasierbek pracuje w NOT w Trzebini, bo górnicy nie chcą go wpuścić na teren kopalni.
Pod koniec lipca w kopalni rozpoczyna się strajk okupacyjny.
23 lipca - podpisanie listu intencyjnego w sprawie utworzenia nowego podmiotu gospodarczego tworzonego przez kopalnię, elektrownię i gminę Trzebinia.
1 września - zarząd NSW SA - właściciel kopalni - podejmuje uchwałę o postawieniu „Sierszy” w stan likwidacji. Jednocześnie trwają prace nad powołaniem nowego podmiotu gospodarczego, będącego nadzieją dla walczących o kopalnię górników.
Październik - warszawska firma EMKA negatywnie ocenia projekt powołania nowego podmiotu gospodarczego, szacując, że będzie przynosić straty. W tej sytuacji upada pomysł powołania go.
30 października - z kopalni wyjeżdża ostatnia tona węgla.
Od 1 listopada rozpoczyna się proces definitywnej likwidacji kopalni.
14 listopada górnicy przerywają trwający od lipca protest.
(oprac. GK)

Chciałbym wierzyć

Sposób, w jaki zlikwidowano kopalnię sprawił, że trzeba by ją budować od początku, a to kosztowałoby miliardy złotych. Wydaje mi się, że jesteśmy na to zbyt biednym państwem - przypuszcza Jacek Augustynek, inżynier, emerytowany górnik KWK „Siersza”.

Grażyna Kaim: Wierzy pan we wskrzeszenie kopalni „Siersza”?
Jacek Augustynek: - Podchodzę sceptycznie do tej informacji. Moim zdaniem głębinowe wydobycie raczej nie wchodzi w grę.

Jeśli nie głębinowe, to jakie? W Polsce to powszechna metoda wydobywania węgla kamiennego.
- Niestety, sposób, w jaki zlikwidowano kopalnię sprawił, że trzeba by ją budować od początku, a to kosztowałoby miliardy złotych.Wydaje mi się, że jesteśmy na to zbyt biednym państwem. Jedną z metod mogłoby być natomiast zgazowanie złoża.

Skoro złożami po „Sierszy” jest zainteresowany Południowy Koncern Węglowy, to może nie jest to takie niemożliwe?
- Chciałbym w to wierzyć. Ale z tą wiarą różnie bywa... W likwidację Sierszy też do ostatniej chwili nie wierzyliśmy. Kopalnia była doposażona. Mieliśmy „pilota”, czyli nowoczesny, jak na tamte czasy, pilotowy zakład odsiarczania miału węglowego, po sąsiedzku elektrownię, łączącą te dwa zakłady magistralę, a jednak kopalnię zamknięto. A propos „pilota”, to pamiętam, gdy w 1994 roku zwiedzała go i podziwiała delegacja przedstawicieli goszczących na Światowym Kongresie Przeróbki Mechanicznej w Krakowie. Uczyli się od nas...

Słyszy się często, że pod ziemią zostały zalane urządzenia o ogromnej wartości.
- To nie jest prawda. Pozostawiono tylko obudowy i te maszyny, których wartość była niższa, niż koszt ich wydobycia na powierzchnię.

Kiedy dla pana stało się jasne, że to koniec kopalni?
- Bardzo długo nie dopuszczałem tej myśli do siebie. Dopiero kiedy na przełomie wiosny i lata 1999 roku prezes Henryk Stabla (prezes NSW SA, przyp. GK) wezwał mnie do siebie i powiedział, żebym przymierzał się do prywatyzacji „pilota”, dotarło do mnie, że od decyzji o likwidacji nie ma odwrotu.

Łza się zakręciła w oku?
- Oczywiście. W końcu spędziłem w kopalni kawał życia... Gdyby nie tamte decyzje, dziś „Siersza” mogłaby być dobrym, rentownym zakładem. „Janina” teraz uruchamia poziom 500 (500 metrów pod ziemią, przyp. GK). Siersza już 10-12 lat temu miała szyb schodzący do głębokości 500 metrów.

Pamięta pan kiedy z kopalni wyjechała ostatnia partia węgla?
- 30 października 1999 roku.

Rozmawiała Grażyna Kaim

Jacek Augustynek pracował w KWK Siersza od 1971 roku, w latach 1987-1999 pełnił funkcję naczelnego inżyniera przeróbki mechanicznej. Po likwidacji kopalni był przez pięć lat dyrektorem należącego już wówczas do Nadwiślańskiej Spółki Węglowej Zakładu Przeróbczego nr 1 w Trzebini (tzw. pilota). Członek i jeden z założycieli Stowarzyszenia „Siersza” zrzeszającego byłych górników zlikwidowanej kopalni.

Przełom nr 5 (783) 4.02.2009